Hula-hoop na wakacjach. Vol 2.

Będzie to krótka opowieść o tym, jak hula-hoop pojechało ze mną na wakacje. Krótka, bo epizodów z hulaniem nie było wiele, ale z happy-endem, który potwierdza, że zawsze należy brać hula na wakacje. A wakacje miałam w tym roku długie, gorące, piękne. Jeszcze bardziej rodzinne niż wcześniej i – znowu w Chorwacji :) Pojechaliśmy autem. Tysiąc sześćset kilometrów, 30 stopni w cieniu, dwójka dzieci, dwoje dorosłych i pies. I dwa rowery.

(więcej…)
Hulajdusza.eu na Instagramie? Czyli o tym, jak (prawie) zostałam instagramerką.

Kilka miesięcy temu postanowiłam, że czas założyć konto na Instagramie. Znajomi mówili: Facebook to przeżytek, teraz wszyscy siedzą na Instagramie! Pomyślałam: gdzieś można by pokazywać swoje hula-hoopowe życie, a ten Instagram to ładny nawet. Mimo to odwlekałam swoje pojawienie się na Instagramie. Coraz mniej mi się chce być w mediach społecznościowych, a tu trzeba było jeszcze tak od zera rozkminić, jak to właściwie działa i czemu służy.

(więcej…)
Hula-hoop dla dzieci. Od niemowlaka do…

Czy zastanawialiście się, jaki moment jest właściwy, by podsunąć dzieciom hula-hoop? Kiedy najlepiej zacząć? Ostatnio przyszło mi do głowy takie pytanie: czy można w ogóle taki start w hulanie zaplanować. Bo w mojej rodzinie, w której znajduje się jeden czterolatek i jedna trzynastomiesięczna panienka, hula-hoop jest ogólnie dostępne – można brać, kiedy się chce, i starzy nie krzyczą ;) Nigdy nie robiłam synowi specjalnego wprowadzenia do tematu („no, to teraz trzymaj, patrz i hulaj”). Ale ponieważ powszechnie znaną prawdą jest fakt, że dzieci uwielbiają naśladować to, co robią dorośli – gdy w zasięgu wzroku znajdzie się mama z hula-hoop, młodzież niechybnie zapragnie spróbować. (więcej…)

Flow

W poprzednim wpisie opublikowałam swój mały projekt hula-hoopowy, mój macierzyński manifest :) Przegapiliście? Nic straconego. Zajrzyjcie tutaj (klik!). A w tym piszącym się właśnie wpisie chciałabym podzielić się z Wami opowieścią z back stage’a. Równie domową, jak cała produkcja :)

(więcej…)
Hulajdusza 6 lat pozniej. Mama, hula-hooperka i blogerka

W listopadzie 2018 roku minęło 6 lat, odkąd postanowiłam założyć blog. Maj 2019 nie stanowi więc jakoś specjalnie okrągłej rocznicy, ale zebrało mi się na podsumowania i bilanse. Przyszła do mnie ni stąd ni zowąd potrzeba nadawania nowych sensów swojej pisaninie. Czy iść dalej tą drogą, a jeśli nie, to którą właściwie? Ten wpis miał początkowo nazywać się „Manifest dojrzałej hula-hooperki, matki i blogerki”, ale kiedy tak sobie przeleżał w poczekalni prawie trzy miesiące, to totalnie zeszło z niego powietrze :) Zamiast manifestować cokolwiek, zapragnęłam po prostu powiedzieć: No, cześć! Co u Was słychać?

Sześć lat, i ile się zmieniło w tym czasie! I nie tylko to, że hula-hoop wyszło z cienia, trafiając w ręce wspaniałych ludzi, którzy rozwijają się i rozkwitają. Ile filmów się nakręciło, ile nowych stron, ilu nowych instruktorów, kursów, ile fajnych kółek można kupić w sklepach w P o l s c e – a 6 lat temu ich nie było, cytując klasyka: nie było niczego. I że dziś to poziom mamy taki, że czapki z głów same spadają. No i też ja się zmieniłam, moje otoczenie, plany.  (więcej…)

Hula-hoop sto lat temu (i więcej), czyli toczenie koła

Inspiracje do hula-hoopowej pisaniny biorą się czasem z całkowicie niepowiązanych z tematem obrazków z życia. Tak było i tym razem. Wieczorem, 12 listopada 2018 roku hula-hoopy sennie kurzyły się w kącie, a ja postanowiłam zobaczyć film dokumentalny Niepodległość. W jego powstanie zaangażowane było studio Grupa Smacznego, dla którego pracuję. Obejrzałam. Film polecam wszystkim, to pokolorowane ujęcia archiwalne z ciekawą narracją o odzyskiwaniu niepodległości przez Polskę po zakończeniu I wojny światowej. Większość tych materiałów filmowych po raz pierwszy ujrzała światło dzienne, wydobyte z wielu archiwów różnych krajów, a poprawiali je cyfrowo i przywracali im kolor moi znakomici koledzy i koleżanki. Dla mnie najbardziej fascynujące w tym filmie były sceny przedstawiające życie codzienne w Polsce sto lat temu. Sceny na targu, na łące, na ulicy. I właśnie około 21 minuty „Niepodległości”, we fragmencie mówiącym o Spiszu, Orawie i Śląsku, na ekranie pojawiają się chłopcy toczący hula-hoopy! Zabawne, że właśnie w filmie na stulecie odzyskania niepodległości, drewniane obręcze zagrały swój skromny epizod. Przypomniałam sobie o nim dzień później (więcej…)

Prezentownik hula-hoopera czyli coraz bliżej Święta

Udało się! W tym roku Mikołaj został zaopatrzony w prezenty dla bliskich na dwa tygodnie przed Gwiazdką, więc postanowiłam zrobić ultra-szybki research sieci, by przekonać się, czy istnieją podarki dla hooperów (i hooperek), takie tematyczne prezenty z prawdziwego zdarzenia. No bo jeśli już zaliczacie się do tej grupy – będących totalnie zakręconymi na punkcie hula-hoop, to prawdopodobnie pragniecie emanować tymże fiźlem na swe otoczenie :) I nawet ja, będąc umiarkowaną gadżeciarą, nie miałabym nic przeciwko, by włożyć wiele mówiący T-shirt lub napić się herbaty z wesołego hula-kubka. Ustroić się biżuterią z obręczami lub zawiesić u siebie hula-plakat. Zakasałam więc rękawy, by wyłowić hula-hoopowe perełki w odmętach internetu, bo nuż-widelec komuś się przydadzą pomysły na prezenty last minute, dla tych najmocniej wkręconych przyjaciół. (więcej…)

Tańcz i świeć. Hula-hoop ledowe

Bo kto nie lubi tańczyć i świecić się? Na tle zapadającego zmroku tworzyć świetliste okręgi. Zabawa światłem ma niesamowitą moc, fascynuje. I dlatego każdy, jak mniemam, hula-hooper chciałby mieć hula-hoop ledowe (no chyba że woli ogniowe, ale to trochę inna para kaloszy). LED to technologia i glamour. Światełka żarówek dodają blasku zwykłym lekkim kółkom i spełniają marzenia o obrazach malowanych w powietrzu. Ja przynajmniej marzyłam skrycie o tym sprzęcie i – wiecie co? Moje marzenie spełniło się 5 lat temu. (więcej…)

SAMSUNG CSC

Jestem! Halo, jest tu kto? Odkurzyłam swojego bloga, o którym ostatnio dużo myślałam, którego wciąż pragnę pisać, ale szukam dla niego nowej formuły, nowego wyglądu, czasu dla niego szukam. Zaglądam za kulisy i widzę niepodokańczane artykuły, notuję naprędce kilka nowych pomysłów, co w międzyczasie zakiełkowały w mojej głowie. Potrzebuję czasu, który u mam w szale remontu jest towarem deficytowym. Ale jestem. Ten artykuł dedykuję Kasi, która dała mi motywacyjnego kopa do przewietrzenia kółek i szarych komórek. Bo kiedy zastrzyk motywacji przychodzi z zewnątrz, rzucam wszystkie ważne sprawy i zabieram się do promowania hula-hoop. Zatem jeśli właśnie czytacie te słowa, bo chcecie zacząć przygodę z hula-hoop i nie wiecie, jak się do tego zabrać, to postaram się pomóc, najlepiej, jak umiem.

Do rzeczy: jest to wpis dla tych, których zaciekawiło hula-hoop i chcą spróbować swoich sił. Będą przydatne linki i garść informacji – wyłącznie najbardziej niezbędnych. Taki mini poradnik na start. (więcej…)

SAMSUNG CSC

Ano tak. O hula-hoop w ciąży już u mnie było – jakieś 3 lata temu wyczerpałam temat :) Było o tym, czy można, i kiedy najlepiej, i na co uważać, i jak ja to widzę. Odpowiednio – pierwszy, drugi i trzeci trymestr (kto zainteresowany – klikajcie, czytajcie!). Dlatego ciężko jakoś było znów chwycić za ten temat, kiedy w brzuchu zamieszkała nowa fasolka. Doświadczenie jest całkiem inne i nowe, tak jak inna jest każda kobieta i każde dziecko, inna jest też każda ciąża, nawet (a może właśnie szczególnie) przeżywana drugi raz. Mająca się na nowo upiec mama jest już inną osobą, kobietą pracującą z jednym potomkiem i rodzinnymi obowiązkami. Fantastyczna przygoda z hula-hoop w ciąży – czyli bycie do końca w kole – która przydarzyła mi się w pierwszej ciąży, jest nadal jedną z najpiękniejszych przygód w życiu, ale nie doczekała się powtórki. Hula-hoop odłożyłam na później, na spokojnie i bez żalu do siebie samej. Jak kocha, to poczeka, prawda? :) Bo właśnie wychodząc z założenia, że każda ciąża jest inna, dałam sobie luz. O ile pierwszą przepłynęłam bez kompletnie żadnych dolegliwości, tak druga przywitała mnie mdłościami i kiepskim samopoczuciem. I wydarzyło się to dokładnie wtedy (więcej…)