A gdyby tak… uciec z cyrkiem? Jelena Znaor i spełnione marzenie (z hula hoop)

Uciec z cyrkiem… Zastanawialiście się kiedyś, co to właściwie oznacza? Komu nie przemknęło przez myśl, by spróbować tego cygańskiego życia? Być na moment tą pięknością z olśniewającym uśmiechem, w obcisłych trykotach, co kręci na sobie po kilkadziesiąt hula? Światła reflektorów, arena, zapach starego namiotu. Atleci, iluzjoniści, klauni. Ucieczka z cyrkiem to trochę stereotyp, trochę tęsknota za romantyczną przygodą, o którą jednak łatwiej w filmie, niż w życiu. Bo i cyrk dziś cyrkowi nierówny. Mimo to czasem cyrkowa przygoda się przydarza, gdy się człowiek najmniej tego spodziewa. Mam nadzieję, że zainspiruje Was w równym stopniu, co mnie, opowieść, której główną bohaterką jest Jelena Znaor. (więcej…)

To, co najlepsze w hula-hoop A.D. 2016

Wróciłam dziś do domu przygnębiona, z chmurą myśli nad głową. Każdy czasem tak ma, prawda? Zajęło mi chwilę, żeby się zorientować, że przybyłam wcześniej niż domownicy, więc mogę w samotności klinkąć link, który odłożyłam na później – listę nominacji do Hoopie Awards 2017. I wiecie co? Wciągnęło mnie. Zainspirowałam się. Uśmiechnęłam.

Hoopie Awards to nagrody przyznawane przez społeczność skupioną wokół portalu Hooping.org. Do tej pory nie śledziłam uważnie nominacji, chociaż czasem głosowałam w niektórych kategoriach. Ale czasy się zmieniły, teraz nie mogę być na bieżąco z nowościami na Hooping.org, więc takie roczne podsumowanie najlepszych spośród najlepszych – dla mnie jak znalazł :) (więcej…)

TEATR HULA-HOOP

Zapewne każdy występ z hula-hoop – na scenie, na ulicy, przed publicznością – to swego rodzaju teatr. Jest etiuda i taniec, jest magiczne tu i teraz pomiędzy aktorem i widzem, jest to cudowne pogranicze, gdzie spotykają się taniec, cyrk, sport, performance i sztuka ukryta pod różnymi imionami. Nie odrobiłam lekcji, nie chcę sięgać po literaturę fachową, nie chcę uprawiać teorii teatru, ani też odkrywać definicji teatru :) Co było na wykładach kiedyś, to zapomniałam, zostało mi tylko tyle, że lubię teatr. Najbardziej taki, który działa na oczy. I czasem jak oglądam kogoś na ekranie, takiego kogoś tańczącego z hula-hoop, to włącza mi się ten teatralny barometr i czyta mi się opowieść poza kółkiem, i widzę aktora i reżysera, i skaczę z radości w sobie, kiedy mi się zwizualizuje konwencja. I dzisiaj takie małe zestawienie, czyli co sprawiło, że zobaczyłam kółka w teatrze :) (więcej…)

Kolejne urodziny, kolejne postanowienia

Jak co roku w listopadzie… czas na chwilę zwalnia bieg (ale bardzo nieznacznie), te kilka wolnych dni przypomina mi o tym, że Hulajdusza świętuje swoje kolejne urodziny. Tak jakby czwarte. W tym roku jednak podsumowania są krótkie, więcej niż powodów do radości jest w mojej głowie pytań i przekonania, że oto stoi ten mój blog na zakręcie, traci energię, popada w niepamięć. Co z nim zrobić dalej? Może Wy, najwytrwalsi czytelnicy, macie jakieś pomysły…? (więcej…)

Dlaczego warto chodzić na warsztaty, nawet gdy się hula-hoop dawno w ręku nie miało

Piszę posta w typie musztarda po obiedzie, za co przepraszam wszystkich wytrwałych czytelników. Winna nie-blogowania, nie-nagabywania, że macie tłumnie uderzać na Gdyński Weekend Kuglarski 2016 (Facebookowy czytelnik został poinformowany, bo Facebook ma przycisk „share”. Blog działa na WordPressie i żaden przycisk sam blogowpisa nie napisze. A mógłby!) i teraz siedzi, trochę zawstydzona, że mało było promocji i informacji, trochę przeszczęśliwa, bo przecież na te warsztaty pojechała, chociaż tylko jedne z bogatego programu GWK, i teraz pragnie się dzielić spóźnioną refleksją, wykorzystując swoje 5 minut przy komputerze. A zatem ku przestrodze, żeby następnym razem Wam się tak chciało jak i mi się zachciało! Czyli: dlaczego warto chodzić na warsztaty, nawet gdy się hula-hoop dawno w ręku nie miało? Odpowiadam w kilku punktach. (więcej…)

GDY NIE MA CZASU NA HULA-HOOP…

Moje blogowe zaległości osiągnęły punkt kulminacyjny (3 miesiące bez nowych wpisów? serio?!), chyba nigdy już nie wrócę do dawnej regularności… Z mojej perspektywy łatwiej być mamą hulającą niż mamą blogującą. Odstawiłam komputer zupełnie. Bo kiedy wracam z pracy, to wiem, że zostały mi jakieś dwie, max trzy godziny, które mogę spędzić ze swoim dzieckiem, zanim ułożę je spać. I nie chcę, żeby mój syn kojarzył te rodzinne popołudnia i wieczory z mamą przyklejoną do laptopa. Pozostaje też problemik marginalny, że jeśli włączony komputer znajdzie się w zasięgu małych synkowych rączek, dopadnie on klawiatury, wszystko przełączy, wyloguje, otworzy milion okien i na pewno coś zepsuje. Dlatego popołudniami nie włączam laptopa. Żegnajcie, facebooki, hulane filmiki, sklepy internetowe, żegnaj googlu! Witajcie klocki, książeczki i 8 zębów w uśmiechniętej paszczy :) (więcej…)

ABSURDALNIE Z HULA-HOOP? ORAZ WYNIKI KONKURSU!

Czyli o bardziej i mniej dziwnych czynnościach z wykorzystaniem hula! Sensownych i całkiem bezsensownych :) Ale najpierw słówko o konkursie. Dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się wziąć udział! Uśmiechałam się i zaśmiewałam. Wszystkim Wam – hulahooperom z wyobraźnią – chciałabym rozdać nagrody, ale niestety dysponuję tylko jedną – fajnym składanym kółkiem od HulaFit. I z pewnym zawstydzeniem przyznaję się, że nie potrafię wybrać najzabawniejszej i najkreatywniejszej odpowiedzi… Postanowiłam więc sprawy oddać w ręce losu. I tak oto komisja w składzie: mój syn Wiktor tuż przed udaniem się do krainy snu, wylosowała zwycięzcę spośród zgłoszonych odpowiedzi. Tamtadam! Posiadaczem nowiutkiego polypro HulaFit staje się Agnieszka Funia! Gratulacje! Mail już do Ciebie pędzi, a ja mam nadzieję, że kółko będzie się dobrze sprawowało :)

A teraz podsumowanie! (więcej…)

POLYPRO Z POLSKI. I KONKURS!

Dziś dyskusji o hula-hoop z polypro ciąg dalszy, czyli to, co – mam wrażenie – szanowne Czytelniczki (i Czytelników?) najbardziej kręci :) A zatem siadajcie wygodnie, bo będzie recenzja, a dla tych, którzy wytrwają do końca wpisu – także KONKURS! Mój pierwszy blogowy konkurs, więc sama nie mogę się doczekać! Ale do rzeczy. Dzięki poprzedniemu artykułowi o polypro ze Stanów (a dokładniej dzięki komentarzom od Soe), dowiedziałam się, że jednak rurka polypro dotarła do sklepu internetowego z Polski! Od razu postanowiłam zaprzyjaźnić się z marką HulaFit, która to tego typu kółko ma w swojej ofercie. W mojej głowie zrodził się szalony plan… a HulaFit zgodziło się udostępnić mi swoje kółko do przetestowania! I jest, już wypróbowane i czeka na nowego właściciela! (więcej…)

HULA-HOOP ZE STANÓW

Na początek – oczywiście 2016 – życzę Wam cudownego, pozytywnego, rozhulanego roku! Co do mojej nieobecności na blogu – nie będę strzępić literek, zbyt wiele się działo, pobyt w szpitalu, szalone świąteczne zakupy za pięć dwunasta, wyjazd, i znowu sobie obiecuję, że nie będę Hulajduszy zaniedbywać, i znowu jestem w niedoczasie, a już lada moment wracam do pracy i wtedy się zacznie… Ale do rzeczy, bo wpis będzie długi :) Otóż. Na Facebooku i na blogu reaktywowała się jakiś czas temu (przy okazji tzw. Czarnego Piątku) dyskusja na temat gdzie najlepiej kupić polypro – czyli lekkie i zwrotne hula-hoop z polipropylenu. Bo kiedy wgryźć się w temat – wszystkie drogi prowadzą za ocean. Kupować w Stanach czy nie kupować w Stanach? Już dawno miałam się podzielić z Wami swoimi doświadczeniami, może dla kogoś będą pomocne. (więcej…)

Urodziny!

Jak co roku, gdzieś w połowie listopada orientuję się nagle, że oto stuknął kolejny roczek mojej Hulajduszy. Nie mam daty “wpisu zero” w kalendarzu, nie pamiętam, kiedy dokładnie zaczął mi kiełkować w głowie pomysł na blog. To musiało być lato 2012 i odczuwałam wtedy złość, że w sieci dla polskich hooperów nic nie ma. Miałam potrzebę pisania. Chciałam coś zrobić dobrego dla społeczności hula-hoop. Minęły 3 lata i jak wiele zmieniło się przez ten czas! Przy okazji tych urodzin myślę bardziej o naszej społeczności niż o swoich postępach (postępach? Jakich postępach…?). Bo jest nas coraz więcej! (więcej…)