Hula-hoop w pandemii

Hula-hoop w pandemii

Przyszedł listopad i w tym roku to faktura za utrzymanie domeny przypomniała mi, że to już 8 lat istnienia Hulajduszy. Co nie oznacza ośmiu lat pisania (ostatnia przerwa wyniosła… 12 miesięcy. Sic!). Ani nawet ośmiu lat słabości do kółek, bo ta trwa znacznie dłużej. Przez te długie miesiące w zawieszeniu spadły mi wszystkie zasięgi na facebooku i wyszukiwarka Google zapomniała o moim istnieniu. Bycie za pan brat z social mediami nie idzie mi zupełnie, trudno. Robię swoje. Lubię pisać do swojej wirtualnej szuflady, więc skrobnę sobie swój kolejny rocznicowy wpis.

Spróbuję przeskoczyć przydługie wstępy o tym, jak pandemia zmieniła nasz świat. Patrzyłam na to w równym osłupieniu i przerażeniu jak wszyscy. Pierwszy lockdown, chłodne przedwiośnie, #zostanwdomu. Kilka razy wtedy w myślach pisałam ten wpis. Myślałam o tym, że hula-hoop w tych ciemnych, smutnych czasach jest ludziom potrzebne może bardziej niż kiedykolwiek. Ale nie napisałam ani słowa. Żyłam wtedy w wirówce, usiłując pracować zdalnie – organizować domowe przedszkole – a przy okazji też żłobek – ogarniać zwykłą domową logistykę. Udało mi się przetrwać, nie zwariować, i nadal mieć pracę – uff! Na swoje wewnętrzne ucieczki wybrałam poranną jogę z youtuba, której wierna jestem po dziś dzień, i to takie moje małe pandemiczne zwycięstwo. Poza tym spacery z psem dobrze wietrzą głowę.

Dla hula-hoop znalazłam zastosowanie w nowej rzeczywistości, a jakże. Stało się atrybutem mojego domowego przedszkola: przeprowadziłam kilka udanych rodzinnych hoop jamów. Musiałam jednak te przyjemności dawkować, w tym okresie dwulatka i pięciolatek z uporem toczyli boje o swoje aktualnie ulubione obręcze. Tym nie mniej potwierdziła się stara prawda, o której parę razy zanudzałam na łamach – warto dzieciakowi sprawić hula-hoop, tak na wszelki wypadek. Uzupełniam o złotą myśl – jak masz dwójkę, to najlepiej dwa identyczne hula-hoopy.

Wsiąkłam rodzinnie na czas pandemii, przyznaję. Na szczęście byli inni – wspaniałe hoopistki i doskonali hula-hooperzy, którzy hula-społeczności nie zostawili na pastwę wirusa i stagnacji, pojawiło się kilka świetnych inicjatyw, warsztatów online, pokazów live.

Potem przyszło lato, co odważniejsi pojechali na wakacje, można było znowu hulać poza domem. Minęło jak sen, jak co roku zaskoczyła mnie zmiana czasu na zimowy. Znowu znaleźliśmy się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Tutaj złapały mnie za serce protesty na ulicach, a wirus zaśmiał nam się prosto w twarze, bezlitośnie.

Jeśli doczytałeś do tego miejsca drogi Czytelniku, to wiem, że nie muszę Ci słać motywacyjnych kuksańców ani wirtualnych przypominajek, że hula-hoop zapewni Ci tę dozę fitnessu i zabawy, której potrzebujesz. Życzę Ci zdrowia i nastania lepszych czasów. Spotkaj się czasem ze swoim hula, traktuj je kreatywnie. Z tego, co słyszałam, istnieją prawdopodobnie techniki, żeby wyhulać gniew hula-hoopem, ale musisz je wypracować samodzielnie.

Jeśli możesz, rozwijaj się w domu. Zawsze znajdzie się jakaś fajna opcja. Taka jak

28-29 listopada 2020 – Hula Hoop Weekend – najlepsze polskie instruktorki, morze pomysłów. Wszystkie ważne informacje znajdziecie na stronie wydarzenia.

Trzymajcie się!