SAMSUNG CSC

HULA-HOOP W CIĄŻY – INACZEJ

Ano tak. O hula-hoop w ciąży już u mnie było – jakieś 3 lata temu wyczerpałam temat :) Było o tym, czy można, i kiedy najlepiej, i na co uważać, i jak ja to widzę. Odpowiednio – pierwszy, drugi i trzeci trymestr (kto zainteresowany – klikajcie, czytajcie!). Dlatego ciężko jakoś było znów chwycić za ten temat, kiedy w brzuchu zamieszkała nowa fasolka. Doświadczenie jest całkiem inne i nowe, tak jak inna jest każda kobieta i każde dziecko, inna jest też każda ciąża, nawet (a może właśnie szczególnie) przeżywana drugi raz. Mająca się na nowo upiec mama jest już inną osobą, kobietą pracującą z jednym potomkiem i rodzinnymi obowiązkami. Fantastyczna przygoda z hula-hoop w ciąży – czyli bycie do końca w kole – która przydarzyła mi się w pierwszej ciąży, jest nadal jedną z najpiękniejszych przygód w życiu, ale nie doczekała się powtórki. Hula-hoop odłożyłam na później, na spokojnie i bez żalu do siebie samej. Jak kocha, to poczeka, prawda? :) Bo właśnie wychodząc z założenia, że każda ciąża jest inna, dałam sobie luz. O ile pierwszą przepłynęłam bez kompletnie żadnych dolegliwości, tak druga przywitała mnie mdłościami i kiepskim samopoczuciem. I wydarzyło się to dokładnie wtedy …kiedy obiecałam sobie regularny udział w treningach kuglarskich na AWF! Hormony i ich pobratymcy zaatakowali z dnia na dzień. Powiedziałabym, że zaległam na kanapie, chociaż to nie do końca prawda, gdy ma się na stanie trzylatka, który chce się bawić, lub który nie życzy sobie wychodzić z przedszkola, mimo, że właśnie je zamykają. Psa dzikusa, bałagan robiący się sam (podczas gdy zakupy i obiad same się zrobić nie chcą). Z tego względu pierwszy trymestr był dla mnie wyczerpujący fizycznie, psychicznie i w ogóle. Sorry, hula-hoop! Na szczęście mdłości skończyły się książkowo, gdy zaczął się trymestr drugi. Ale chęć do ćwiczeń mi nie powróciła. Postanowiłam za to zapisać się znów na jogę dla kobiet w ciąży, porozciągać się i zrelaksować jak należy. I to mi służy – ćwiczę więc umiarkowanie. Nadeszła jednak ostatnia prosta, trzeci trymestr zbiegł się w czasie z majowym upałem i załatwił mnie na amen. Mieć stopy jak hobbit to dla mnie absolutna nowość i wcale mi się nie podoba. Ale zagryzam zęby i chodzę na tę jogę i na spacery z psem.

Dlaczego więc o tym piszę? Trochę żeby się tradycyjnie usprawiedliwić z nieobecności na blogu. A także po to, żeby się posolidaryzować z hula-hooperkami, które także odstawiły kółka na 9 miesięcy tudzież 9 miesięcy plus (jesteście tam?). I zdaję sobie sprawę, że może być ku temu sto powodów, z zagrożoną ciążą na czele. Jeśli nie możesz / nie chcesz / nie czujesz tego / nie potrzebujesz – kółka są cierpliwe, a stara miłość nie zardzewieje tak od razu. Wciąż tak samo serdecznie jak wcześniej zachęcam do aktywności z hula-hoop w ciąży, bo wiem z doświadczenia, że daje fajne odprężenie i tę siłę, która się może przydać przy porodzie :)

Ale nic na siłę.

Drugi powód jest taki, że zupełnie przypadkiem znalazłam całkiem nowe zastosowanie dla hula-hoop w ciąży – i nie tylko w ciąży. Bolące plecy, a dokładniej bolesny skurcz w górnej części kręgosłupa, który męczył mnie ze 3 dni chyba, taki potwór, co nie chciał się odczepić i sprawiał, że ciężko było ruszyć głową w jakąkolwiek stronę albo ułożyć się do snu. Po dwóch dniach prób rozmasowania i rozruszania bolesnego miejsca nagle mnie olśniło: przecież mam hula-hoop! I znowu się okazało, że obręcze są lekiem na całe zło: delikatne krążenia w okolicy szyi i na ramionach, bardzo spokojne, bo masujemy bolesne miejsce, a poza tym stan ćwiczącej błogosławiony :) Kilka krótkich 5-10 minutowych sesji. Udało się. Najbardziej upierdliwy ból górnych pleców i szyi ever odszedł w niepamięć. Polecam do tej operacji lekkie kółka, co by się za mocno nie poobijać, zwłaszcza w okolicy szyi i dekoltu.

I jeśli chodzi o hula-hoopowe atrakcje w drugiej ciąży, to by było na tyle… Ostatnio zatęskniłam za hula-hoop w słońcu i wzięłam koło do ręki, ale po kilku minutach odpadłam wyczerpana.

Ten całkiem ciężki brzuszek, jaki noszę, nie służy siedzeniu przed komputerem, letnie słońce też nie, ale mam głębokie postanowienie, że jeszcze co nieco napiszę, pooglądam, poczytam, pozachwycam się hula-hoop w wykonaniu innych. Mam nadzieję, że tam jesteście, i macie jeszcze ochotę na czytanie o hulaniu :)

tak to wygląda bez hula-hoop… nad morzem i w górach :)

PS. Zdjęcie główne totalnie nieadekwatne do pory roku, ale aktualnych zdjęć nie będzie, bo spuchłam już tak, że najprawdopodobniej nie zmieszczę się w kadrze :) a zatem trzymajcie za mnie kciuki i hulajcie na zdrowie!