Hula-hoop na wakacjach. Vol 2.

Hula-hoop na wakacjach. Vol 2.

Będzie to krótka opowieść o tym, jak hula-hoop pojechało ze mną na wakacje. Krótka, bo epizodów z hulaniem nie było wiele, ale z happy-endem, który potwierdza, że zawsze należy brać hula na wakacje. A wakacje miałam w tym roku długie, gorące, piękne. Jeszcze bardziej rodzinne niż wcześniej i – znowu w Chorwacji :) Pojechaliśmy autem. Tysiąc sześćset kilometrów, 30 stopni w cieniu, dwójka dzieci, dwoje dorosłych i pies. I dwa rowery.

Dlatego bagaży było mało, wciśnięte zostały w każdy zakamarek samochodu, bo w bagażniku rezydował pies. Hula-hoop zabrałam więc tylko jedno, i całe szczęście składane – kocham tę wygodę :) Po wielu godzinach w aucie, wymęczeni, zatrzymaliśmy się na nocleg w Austrii. Miejscówka zowie się Zantnhof i polecam ją serdecznie wszystkim podróżującym do Dalmacji z dziećmi. Położona jest w niewielkiej miejscowości Röhrabrunn, gdzie naprawdę można odpocząć. Mieszkanko jest duże i wygodne, na podwórku placyk zabaw, weekendowa restauracyjka serwująca lokalne jedzenie, a dodatkową atrakcją dla dzieci są pasące się za ogrodzeniem kozy (także te, które wskakują na drzewa pochyłe!). Zostaliśmy tam na cały kolejny dzień, przede wszystkim ze względu na dzieci i zwierzęta domowe, a i sami przy tym cudownie odpoczęliśmy. Kolejny dzień był równie gorący. I taka sytuacja: samo południe, upał straszny, a ja nagle przypominam sobie, że moje kochane hula-hoop od wczoraj tkwi w aucie, zaparkowanym na słońcu, w milionie stopni Celsjusza (!!!). Oczyma wyobraźni zobaczyłam kupkę stopionego plastiku, a co najmniej jajowaty obiekt, który był kiedyś hula-hoop, zanim stracił kształt i inne właściwości. W te pędy wyciągnęłam koło z rozgrzanego auta, rozłożyłam jak należy i… wszystko z nim w porządku. Nie odkształciło się, nie roztopiło, składa się, rozkłada i kręci jak wcześniej. Uff! Polyprosy godne polecenia! Mimo wszystko jednak – nie próbujcie tego w domu ;)

Kolejnego dnia szczęśliwie dojechaliśmy do celu podróży. Tym razem hula zostało od razu wypakowane, rozłożone i umieszczone w bezpiecznym miejscu. A jednak dosyć długo czekało na swoje piec minut. Okazja do kręcenia się wreszcie nadarzyła, podczas wycieczki na wyspę Vis. Zupełnie przypadkiem byłam już w tym miejscu z hula-hoopami kilka lat wcześniej. O ile wtedy zauroczyliśmy się Komiżą – miasteczkiem na Visie, o tyle obecnie zakochaliśmy się już na zabój i z niecierpliwością myślimy o powrocie. Komiża jest taka idealna dla nas – chociaż turystów na niej nie brakuje, to nie odczuwa się zmęczenia ich zalewem. Stare i wąskie uliczki – są, kamyczkowe plaże – są, mała, urocza, lokalna „riva” – jest. I można popłynąć w rytmach Abby i przy opowieściach lokalnego opowiadacza historii na wycieczkę statkiem na niesamowite Bisevo (mogłabym się tutaj baaardzo rozpisywać, ale nie będę, bo blog jest właściwie o tematyce hulahoopowej) ;) Dość powiedzieć, że prawdziwa Dalmacja to jednak jest na wyspach, a na Visie smakuje szczególnie. I tam właśnie, w dalmatyńskim ogrodzie, gdzie winorośl i góry w tle, tańczyłam sobie rankiem z hula-hoop, kiedy promienie słońca jeszcze nie wypalały czerwonych plam na skórze, a i tak było gorąco. Co tu wiele mówić. <3

Pod koniec mojego urlopu, już w Splicie, dowiedziałam się o MomentFest i zaplanowanych na czas tego festiwalu warsztatach hula-hoop. Uznałam, że szczęście się do mnie uśmiecha, wzięłam hula i pojechałam :) Warsztaty prowadziła młoda i zdolna Mia Bradić. Ze względu na pogodę z przestrzeni otwartej przeniesiono je do zamkniętego Skate Parku „Koło” – było to ciekawe doświadczenie, chociaż było gorąco i momentami ciasno (co oznacza, że hula-hoop miało branie i fakt ten cieszy niezmiernie) ;) Przestrzeń, co by nie mówić, fotogeniczna i z klimatem. Być na wakacjach i załapać się na lokalne warsztaty hula – bezcenne!

Foto dzięki uprzejmości Moment Fest, by Wann Teems

I dlatego właśnie piszę z pełnym przekonaniem, że hula-hoop należy wozić ze sobą na wakacje. Bezwzględnie! Między innymi dla pięknych zdjęć i dlatego, że można wówczas reagować spontanicznie na takie warsztatowe zawołania wakacyjnej przygody :) Nawet gdy jest się matką z dwójką dzieci i psem, z drogim małżonkiem na urlopie. Polecam! :)