Hula-hoop dla przedszkolaka

Hula-hoop dla przedszkolaka

Jakiś czas temu było u mnie o hula-hoop dla maluchów (dla zainteresowanych – kliknijcie te słowa). Dzisiaj kontynuacja tematu, czyli po co hula-hoop przedszkolakom. Oraz o tym, czy warto hula-hoop dawać małolatom w prezencie. Totalnie obiektywnie i trochę z przymrużeniem oka.

Słowem wprowadzenia w temat: zacznę może od kwestii kupowania dzieciom zabawek. Z moich obserwacji – dowolna zabawka darowana dziecku nie zna swego dnia ani godziny :) Wiecie, jak trafić w gusta i pasje dwu- i trzylatka? Próbujcie na zdrowie. Im starsze dziecko, tym (teoretycznie) łatwiej, ale nawet wtedy może się przydarzyć któraś z poniższych sytuacji:

  1. Obserwujesz własne dziecko jak pełne entuzjazmu bawi się całkiem fajną zabawką dziecka znajomych, więc robisz w myślach postanowienie, że mu kupisz identyczną zabawkę, co wkrótce robisz, ale Twoje dziecko nie poświęca jej za grosz uwagi. Przenigdy.
  2. Widzisz fajną kreatywną zabawkę w sklepie internetowym. Myślisz sobie: bingo! Jak znalazł na urodziny/święta/dzień dziecka. Kupujesz. Dziecko jest zafascynowane w momencie odpakowywania. Potem zapomina o sprawie, a przedmiot zarasta kurzem.
  3. Rok później. Dziecko przypadkiem odkrywa wyżej wymienioną zabawkę na półce. Sięga po nią. Nie przestaje się nią bawić przez kolejny miesiąc. Dzień w dzień.
  4. Dziecko znajduje lekko przegniły patyk w parku na spacerze. Postanawia zabrać go do domu, kąpać się z nim i spać w jednym łóżku. Nazywa go swoją rakietą/mieczem/różdżką/maskotką/etc.
  5. Dziecko otrzymuje w prezencie super-extra-wyjątkową zabawkę, którą sam byś się chętnie pobawił(a). I nawet się z nią zaprzyjaźnia, tylko ku Twej (prawie że skrywanej) irytacji korzysta z niej totalnie niezgodnie z przeznaczeniem. Ale ma ubaw, więc co mu zrobisz.
  6. Dziecko przez dwa tygodnie bez przerwy mówi Ci, że chciałoby hulajnogę. Ulegasz i kupujesz hulajnogę na urodziny. Dziecko jeździ nią przez tydzień w totalnej euforii. Potem przez 6 miesięcy już nie chce. Następnie, przez kolejne dwa tygodnie jeździ codziennie. A przez kolejny rok – zgadnijcie – nie chce.

To kilka przykładów, które można by mnożyć i odmieniać przez przypadki :) A jak to wszystko ma się do hula-hoop? Otóż u swoich znajomych przedszkolaków zauważyłam wszystkie te modelowe sytuacje w odniesieniu do hula-hoop (no prawie) :) Krótkie fascynacje, odkrywanie po miesiącu, wymyślanie zabaw niezgodnych z przeznaczeniem (to akurat prowokacja, bo nie ma zabaw niezgodnych z przeznaczeniem hula!). Wkręcanie się totalne na dłużej lub krócej. I nadal twierdzę, że hula-hoop jest idealne na prezent dla przedszkolaka.

Foto dzięki uprzejmości Moment Fest Split, by Wann Teems

Bo tak:

  • jest tanie jak barszcz (rozmawiamy o hula ok 50 cm średnicy z zabawkowego, żadne tam polypro/led ekstrawagancje). Można ustrzelić nawet za 5 zł
  • bo jest podstawą kreatywnych zabaw, takich z dziecięcej głowy albo z tutoriali z internetu (przy wsparciu mamy czy taty). Dziecko absolutnie nie ma obowiązku kręcić w talii, jeśli nie ma na to ochoty :)
  • hula-hoop podarowane na urodziny zmienia zwykłą imprezę urodzinową w hula-urodziny z animacjami wymyślanymi na poczekaniu przez hula-ciotkę ;) (doświadczone na własnej skórze)
  • bo może któregoś dnia, za miesiąc albo za rok, młody człowiek zacznie swoją własną sportowo-taneczną przygodę z hula-hoop i fajnie, że wtedy właśnie to stare zakurzone kółko będzie na wyciągnięcie ręki.

Jeżeli zależy nam, by młodzież wkręciła się w hulanie, tu z pomocą przychodzi DOBRY PRZYKŁAD. Nikogo czytającego te słowa nie muszę przekonywać, jak bardzo hulanie jest zaraźliwe. Maluchy chętniej kręcą, jeśli kręcą ich rodzice.

I jest jeszcze jeden aspekt. Kiedyś wpadłam na pomysł, żeby obdarować hula-hoopem swoją bratanicę przy okazji jej drugich urodzin. Przygotowałam wtedy kółko spersonalizowane, to jest takiego zwyklaka z zabawkowego obkleiłam najładniejszymi taśmami, jakie miałam. Było różowo i srebrzyście. Zainteresowanych prezentem było więcej niż tyko solenizantka, a zdjęcia z tego wydarzenia są rewelacyjne :)

Znam też dzieciaki, które się uparły, że nauczą się kręcić na biodrach i mimo że spadało, nauczyły się kręcić przepięknie. To wyjątkowy przypadek pewnej przeuroczej pięciolatki, z której jako hula-ciocia jestem bardzo dumna. Serce rośnie! Mam wrażenie, że często mamy skłonność do generalizowania i na dzieciaki współczesne patrzymy negatywnie, przekonani, że w dzisiejszych czasach (czasach tabletów, bycia obsługiwanym i dostawania za darmo) nie będzie im się chciało podejmować wysiłku, gdy cel wydaje się początkowo bardzo trudny. To wtedy dzieciaki zaskakują. Bo mogą. Warto dać im szansę. I to jest taki właśnie przykład z tym hula-hoopem.

W każdym razie. Hula-hoop to obowiązkowa pozycja wśród zabawek przedszkolaka. Polecam! :)

PS. Mam jeszcze post scriptum dla wzmocnienia efektu przedostatniego akapitu – przypomnę Wam tutaj fragment chorwackiego Mam Talent, w którym Matej Mateković (nie taki znowu przedszkolak, bardziej szkolak, a do tego chłopak, któremu się chciało!) robi taki show, że nie uwierzycie. Ta minka na koniec po ogłoszeniu werdyktu totalnie mnie rozbroiła. Enjoy!

A na obrazku na samej górze – fragment zdjęcia hulającego Melburne w 1957 roku – link. Żal go było nie pokazać w całości, dlatego wklejam ponownie na zakończenie :)